poniedziałek, 2 grudnia 2013

OPOWIADANIE 1 CZĘŚĆ 7

Po paru minutach Hana wróciła do gabinetu. Pomysł ze zjedzenia tych czekoladek okazał się niespecjalnie trafny. Goldberg wyglądała blado i źle się czuła. W gabinecie nie było już Leny, siedziała tam tylko Ola studiująca właśnie jakąś książkę. Podniosła wzrok, gdy usłyszała kroki Hany.
- Nie wyglądasz za dobrze. - powiedziała od razu.
- Wie, ale to tylko jakiś wirus. Niedługo pewnie przejdzie.
- Hmm, może nie jestem jeszcze do końca lekarzem, ale nie wygląda mi to na wirus - powiedziała Ola spoglądając za swoją "szefową" z dokładnie taką samą miną jak Piotr rano.
- Co ty chcesz mi przez to powiedzieć? - zapytała zdziwiona lekarka. Te słowa słyszała już od kolejnej osoby.
- Nieważne... - szybko chciała uciec od tematu. Przecież nie powie jej w prost tego co myśli zarówno ona jak i Lena. Co jeżeli nie ma racji?
- No powiedz. Przecież cię nie zjem, nie zabiję, nie zamorduje, nie wyśmieje...nie wiem co tak jeszcze,ale tego nie zrobię. - próbowała ją nakłonić do mówienia, ale ta postanowiła załatwić to trochę wymijająco. No jak już musi coś mówić to lepiej naprowadzić Hanę na odpowiednią ścieżkę. tak, żeby sama się tego domyśliła. Ola zamknęła książkę i położyła ręce na biurko.
- No więc, od czego by tu zacząć...źle się czujesz, tak?
- No ciężko nie zauważyć.
- No i masz mdłości...rano też miałaś?
- No tak. - odpowiadała zdziwiona. Nie miała pojęcia do czego zmierza ta dziewczyna.
- I po jedzeniu też robi ci się niedobrze?
- Tak.
- A brałaś jakieś tabletki czy coś?
- Jakąś godzinę temu, ale nic nie dały.
- No własnie. - uśmiechnęła się Ola. Miała nadzieję, że Hana już zrozumiała o co jej chodziło, ale niestety ta nadal nie miała pojęcia co dziewczynie chodzi po głowie.
- Co no właśnie?
- Jezu! - załamała ręce młoda lekarka - Okej, prościej. Hana, nie sądzisz, że ten twój wczorajszy apetyt też był dziwny? Nie zdarzało ci się to wcześniej?
- No nie...chyba nie...no chyba, że przed okresem. - zaczęły zmierzać w dobrym kierunku, co bardzo zadowalało Olę, ale jak tutaj zasugerować Hanie, że jest w ciąży? Hmm, no nic. zobaczymy jak się sprawa potoczy.
- Mhm... - pokiwała głową stażystka. Hana tak jakby zaczęła o czymś intensywnie myśleć. Może się w końcu domyśliła?
- Czekaj, który dzisiaj jest? - zapytała nerwowo Goldberg.
- Z tego co wiem to 27 czerwca. - odpowiedziała szybko. Gdy Hana uzyskała odpowiedź od razu zaczęła coś liczyć na kalendarzu - 7 dni temu. - powiedziała po chwili zdziwiona patrząc na swoją "podwładną".
- Co 7 dni temu? - zapytała.
- 7 dni temu powinnam dostać okres. Czy tobie, Wiki i Lenie chodziło o to, że ja jestem w ciąży? - zapytała zdziwiona z widocznym lekkim uśmiechem na twarzy. "No w końcu!" pomyślała sobie Pietrzak.
- No...tak. - odpowiedziała niepewnie.
- To nie mogłyście mi tego powiedzieć jakoś wprost, a nie robić jakieś dochodzenie? - zapytała z jeszcze większym uśmiechem - Mam nadzieję, że się nie mylicie. - dodała i w parę sekund znalazła się na fotelu do badań. Chciała to wiedzieć na 100%. Nawet jeżeli zaczęły już przychodzić jej pacjentki.
- Teraz? - zapytała zdziwiona Ola.
- Tak, muszę to wiedzieć teraz.
- A co z pacjentkami?
- Poczekają. Ola to tylko moment. Proszę cię.
- No dobra, dobra. Usiadła na krześle koło niej i włączyła sprzęt.
Faktycznie, Hana była w 7 tygodniu ciąży. Na pierwszy rzut oka z nią i z dzieckiem wszystko było ok, ale nie miały teraz czasu na dokładniejsze badania. W końcu nie mogły zapomnieć o tym, że były w pracy. Ola wydrukowała zdjęcia z USG, a Hana się ubierała.
- Proszę - stażystka podała lekarce wydruki z USG. Ta od razu szeroko się uśmiechnęła, gdy na nie patrzyła.
- Zaraz wracam. Pójdę tylko na chwilę do Piotra.
- A co z pacjentkami? Zaraz zaczną się niecierpliwić.
- Przyjmij pierwszą.
- A...ale tak sama? - zapytała trochę zdziwiona Olka.
- Tak, spokojnie. Dasz sobie radę. - dodała jej otuchy Goldberg i delikatnie złapała za ramię.
- A co jeśli coś zrobię nie tak? Albo o czymś zapomnę?
- Nie zapomnisz.
- A skąd wiesz?
- Po prostu wiem, a poza tym wrócę zanim skończysz ją badać. Spokojnie. - uśmiechnęła się.
- No dobra, to idź. - odwzajemniła jej uśmiech. Po tych słowach Hana, jak z procy wyskoczyła z gabinetu i pobiegła do swojego męża.


NIEDŁUGO DODAM TROCHĘ DRAMATU NO BO PRZECIEŻ CAŁY CZAS NIE MOŻE BYĆ CUKIER :*W ANKIECIE NA BOCZNYM PASKU MOŻECIE GŁOSOWAĆ CZEGO BĘDZIE ON DOTYCZYŁ ;) + OCZYWIŚCIE CZEKAM NA WASZE KOMENTARZE !
Powered By Blogger